Zamiast dziękuję – spier***aj.

/Proszę leżeć spokojnie, nie ruszać się – jest pan w szpitalu/. Ile razy po tych słowach usłyszeliście soczystą wiązankę? Ile razy oberwaliście werbalnie od pacjenta? Początkowo miałam problem z tym jak powinnam zareagować. W szpitalach, aż roi się od przemocy – a my pracownicy, nie jesteśmy przygotowani do takich sytuacji.

Bardzo często agresja w stosunku do personelu jest tak duża, że aż nie do udźwignięcia. Mocne słowa pod naszym adresem, nawet z ust osoby nieświadomej, zamroczonej zostają w naszej pamięci. Z czasem uczymy się puszczać to mimo uszu, jednak są słowa, które uderzają w sam środek. Ogrom troski, empatii i zwyczajny profesjonalizm tracą wtedy na wartości, a nasza maska pielęgniarki/lekarza/położnej/ratownika spada z wielkim hukiem.

Czym spowodowany jest tak duży poziom agresji w stosunku do personelu medycznego? Brak zaufania, trudne sytuacje w przeszłości, choroba, a czasem po prostu sposób być danego człowieka. Ciągle wierzę, że nie ma złych ludzi. Są tylko ci pokrzywdzeni przez los. Tak, wiem. Znajdzie się zaraz grono osób, które powie, że jestem młoda, niedoświadczona i naiwna. Pewnie niektóre z tematów pojawią się tutaj jeszcze nie raz. Razem z kształtowaniem mojej dojrzałości zawodowej i emocjonalnej, nabywaniem nowych doświadczeń zacznę inaczej patrzeć na pewne sprawy. Obiecuję, że wtedy od razu napisze Wam zaktualizowany wpis i bijąc się w piersi – powiem, że się myliłam.

Kilkadziesiąt leków i podłączonych żywień, setki godzin obserwacji monitora czy czasem nie dzieje się coś niepokojącego, tysiące kroków, stos miłych uśmiechów, kilkadziesiąt tysięcy złotych wydanych przez szpital na kurację, miliony słów pociechy i jedno soczyste – spierda**aj zaraz po wybudzeniu. Właśnie tak często rozpisuje się bilans zysków, strat i docenienia naszej pracy na wielu oddziałach.

Wierzę, że często te sytuacje spowodowane są też silnymi lekami, zespołem odstawienia alkoholowego, strachem. Dlatego my – pielęgniarki – musimy nauczyć się budować poczucie profesjonalizmu i pewności siebie oraz własnych umiejętności, które jest niezależne od wdzięczności pacjenta i jego zachowania. Musimy być przekonani, że zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy.

Pamiętajmy jednak – jeśli pacjent, o którego życie walczyliśmy, po pewnym czasie jest w stanie rzucić w nas mocnym słowem – bilans zawsze wychodzi na ogromny plus. Przeżył człowiek.

18 komentarzy

  1. studentka

    10 stycznia 2018 at 15:37

    pięknie napisane , tu chodzi o życie/zdrowie drugiego człowieka.

    1. W czepku urodzona

      10 stycznia 2018 at 17:45

      To jest najważniejsze.

  2. Klaudia

    10 stycznia 2018 at 16:22

    Super wpis 🙂 możesz powiedzieć jak sobie radzisz z takimi sytuacjami?

    1. W czepku urodzona

      10 stycznia 2018 at 17:47

      Staram się myśleć o tym, że robiłam wszystko co mogłam i nie dałam sie ponieść emocjom. To bardzo pomaga i daje duża satysfakcję.

  3. Adam

    10 stycznia 2018 at 17:19

    Przyszła mi do głowy taka refleksja, aby w pracy pielęgniarza/opiekuna nie liczyć na słowo „dziękuję”. Często się wydaje, ze ono mi się „należy „. A wtedy łatwo się rozczarować. Robię to co kocham. Zatem nie oczekuję niczego w zamian. Takie nastawienie pomaga. Pozdrawiam:-)

    1. W czepku urodzona

      10 stycznia 2018 at 19:22

      jest w tym sporo racji 😊

  4. Paulina

    10 stycznia 2018 at 18:08

    Ile pracujesz w zawodzie? Czy miałaś wcześniej styczność z pokrewnym zawodem, czy to pierwszy kontakt ze szpitalem zaraz po studiach?

    1. W czepku urodzona

      10 stycznia 2018 at 19:22

      To mój pierwszy zawód i pierwsza praca. 😊

      1. Paulina

        10 stycznia 2018 at 19:45

        Nie chcę Cię zniechęcać, broń Boże ! Ale po pewnym czasie, Twoje ludzkie odruchy trochę zostaną uśpione. Jeśli słowa z ust osoby, która nie kontroluje co mówi, robią na Tobie wrażenie to uwierz przestaną. I wiele innych rzeczy. Ja też jestem zakochana w pielęgniarstwie ale moje podejście do tego zawodu zmieniło się im „głębiej wchodzę w las”. Nie twierdze, że w każdym aspekcie tej pracy ale jednak. Chciałabym przeczytać Twój post po 4-5 latach pracy. Mam nadzieję, że nadal będziesz blogować.

        1. W czepku urodzona

          10 stycznia 2018 at 20:10

          Dziękuję za takie komentarze. Sama jestem ciekawa jak to będzie wyglądało za kilka lat. 😊

  5. Beata

    10 stycznia 2018 at 19:51

    Podziwiam osoby, które wykonują ten zawód. Choć czasem mi przykro było, gdy odwiedzałam bliskich w szpitalu i personel był oschły i bardzo, bardzo oficjalny, zbywając „dzień dobry’ itp. Zapewne ktoś wcześniej podniósł ciśnienie. Ale czasem rzucane przez pielęgniarkę ” proszę wszyscy wyjść” (do odwiedzających) sprawiało, że zastanawiałam się, jak ta chora osoba, którą odwiedzałam, zostanie następnie potraktowana..? Ale to są tylko przypadki i Tobie życzę, żebyś zawsze spotykała dobrych pacjentów 🙂

    1. W czepku urodzona

      10 stycznia 2018 at 20:12

      czasem gdy dzieje się jakaś szybka akcja i nie mamy czasu każdego z osobna przepraszać prosić i wyjście, może się to wydawac oschle. Bardzo dziękuję za ten komentarz, bo pokazuje mi jak to wygląda z drugiej strony 😊

  6. Joanna

    11 stycznia 2018 at 11:27

    Trudno jest słuchać słów typu „… niech Cię w życiu wszystko co najgorsze spotka, a twoją rodzinę niech…”. Pomyślałam – tym razem przesadziłeś. Ale co mogę z tym zrobić? Nasza praca wymaga dystansu do takich sytuacji. Szukam wytłumaczenia w tym, że zmiana opatrunków jest bolesna a pacjent nie jest do końca świadomy. Jedynie koleżankom na raporcie można żartem powiedzieć, że pacjent cały dzień składał nam życzenia. To prawdziwe wyzwanie, żeby w pracy równocześnie kierować się troską i empatią, jak i nie przeżywać tych trudnych czy pięknych chwil, zawsze trzymać swoje emocje na wodzy. Gdzieś jest ten „złoty środek” i mam nadzieje, że w miarę zdobywania doświadczenia będzie łatwiej go osiągnąć.

    1. W czepku urodzona.

      11 stycznia 2018 at 12:14

      Również mam taką nadzieję. Myślę, że w czasie studiów oraz także juz w pracy powinny być organizowane kursy, ale takie z prawdziwego zdarzenia, które podejmowałby temat agresji nie tylko fizycznej, ale także słownej. Poza tym na oddziałach powinien być dostępny psycholog, który pomógłby radzić sobie z trudnymi sytuacjami nie tylko pacjentom, ale także pracownikom.

  7. Aleksandra Załęska

    13 stycznia 2018 at 06:40

    Niestety nie raz byłam świadkiem jak pacjenci traktowali pielęgniarki, jakie mieli do nich podejście, kiedy one skakały nad nimi, żeby im pomóc. Dlatego wcale nie dziwi mnie, że czasem pielęgniarki nie są miłe dla.pacjentów

  8. Natalia Jaranowska

    13 stycznia 2018 at 07:21

    Strasznie mi przykro, nie miałam o tym pojęcia!!!

  9. Olka

    13 stycznia 2018 at 07:36

    Moja mama i teściowa są pielęgniarkami, przy czym tylko ta druga obecnie pracuje w szpitalu. Obie jednak nie raz opowiadały o tym, że wszystkie frustracje pacjentów i rodzin spadają na nie, bo pielęgniarki najwięcej czasu z nimi spędzają i wszystkie złe emocje na nie spadają. Lekarze są tylko z doskoku i zwykle ludzie czują wobec nich większy respekt. A wobec pielęgniarek już nie.

  10. sabina

    13 stycznia 2018 at 08:01

    Podziwiam pracę pielęgniarek. Robią tak wiele za tak małe pieniądze i niektórzy niestety tego nie doceniają.

Leave a Reply

%d bloggers like this: