Superbohaterowie rodzą się w podziemiach

 

Wchodzisz do szpitala. Schodami biegniesz szybko do szatni na poziomie -1. Zakładasz fartuch, pospiesznie spinasz włosy i gonisz na oddział. Tak właśnie rodzą się superbohaterowie i superbohaterki.

 

/Proszę się nie martwić, ogolę Pana tak, że nie będziemy musieli przetaczać dwóch worków krwi. Jeden powinien wystarczyć/. Wchodzę na salę i staram się żartować z jedynym przytomnym pacjentem. Czuję, że jeśli nie odezwę się do niego inaczej zwariuję od alarmów, bulgotu drenażu i miliona innych dźwięków. Wiecie co jest najtrudniejsze w pracy pielęgniarki? Nie, nie chodzi mi o zakładanie szarego wenflonu ani rozczytywanie zleceń lekarskich. Chodzi mi o zobaczenie na łóżku człowieka. Nie kolejnego numeru PESEL, nie dodatku do karty obserwacji. Człowieka, który ma swoje potrzeby, zainteresowania, którego też może męczyć pobyt na oddziale, który tęskni za domem lub takiego, któremu po prostu się nudzi, a jedyną rozrywką jest rozmowa z pielęgniarką.

 

Pacjent to nie Krzysztof Ibisz. Nie zaczyna dziecinnieć i nie cofa się w czasie w momencie położenia się do szpitalnego łóżka. Przysłuchuję się rozmowom rodzin z pacjentami. Nagle padają zdania, które spokojnie mogłyby zostać użyte w rozmowie z dwuletnim dzieckiem. Pacjent się irytuje, bo przecież jest tą samą osobą, którą był przed operacją/ wypadkiem/ szpitalem. Nie trzeba mówić do niego samymi zdrobnieniami. Właśnie wtedy chce posłuchać co dzieje się w domu, czy wnuczek zaczął już chodzić, czy córka dostała świadectwo z paskiem, czy żona naprawiła auto, które rozbiła dwa tygodnie wcześniej. Choroba nie zwalnia z życia. Właśnie wtedy potrzebna jest namiastka normalności. Świadomość, że nic się nie zmieniło i pacjent ma życie, do którego może wrócić i które na niego czeka.

 

Nie jestem ideałem pielęgniarki. Bardzo mi do niego daleko. Bywam męcząca dla pacjentów, sypię do nich żartami, których często nie wytrzymałby sam Karol Strasburger. Czasem się irytuję i kiepsko wychodzi mi ukrywanie tego. Zdarza się, że zamęczam ich pytaniami /czy na pewno nic nie boli?/.  Ostatnio mój czujny wzrok wykrył, że pacjent ma lekko przekrzywioną głowę. Chory  w kontakcie. Pytam – /czy jest panu wygodnie?/. Pacjent w ustach ma rurkę intubacyjną, więc kiwa tylko głową, że tak. Ja jednak wiem lepiej. Muszę poprawić poduszkę! Poprawiam, wyciągam, układam głowę pacjenta. Po usunięciu rurki intubacyjnej, pacjent zachrypniętym głosem wydusza z siebie pierwsze zdanie /ale z tą poduszką mogła sobie pani darować/. Czasem zdarza mi się wiedzieć wszystko lepiej. Dostaję wtedy sama od siebie naganę słowną. Nie zobaczycie u mnie czerwonych oczu po każdej śmierci pacjenta czy jakimś kryzysie. Ale totalnie rozwala mnie na łopatki widok laurki z okazji Dnia Matki, która leży obok głowy pacjentki walczącej o życie. Rozwala mnie widok żony siedzącej przy łóżku, która codziennie żegna się ostatni raz i opowiada mi o wspaniałych 60 latach małżeństwa. Wchodzę na salę i widzę co dziennie świeżą, czerwoną różę przy głowie. Czuję, że mam czerwone oczy. Muszę wyjść.

 

Jak działają superbohaterowie? Nie wiem. Czasem stojąc całą noc przy łóżku pacjenta zastanawiam się jakich supermocy jeszcze nie zdążyłam w sobie odkryć. Jak dużo empatii i poczucia odpowiedzialności musi być w każdym lekarzu i pielęgniarce, skoro czasem widzę, że o 3 w nocy na oddziale pojawia się superbohater, bez peleryny, którzy przyjechał z domu, bo stan pacjenta się pogorszył? Jak dużo jest w nas cierpliwości w momencie kiedy tłumaczymy coś sto trzydziesty drugi raz i nadal to nie skutkuje? Jak dużo zaangażowania jest w nas, skoro potrafimy walczyć do samego końca?

 

Superbohaterowie wracają do domu po dyżurze. Ściągają swoje peleryny i padają ze zmęczenia. W końcu jesteśmy tylko ludźmi.

 

 

 

7 komentarzy

  1. Piotr

    24 czerwca 2018 at 06:03

    Świetny tekst. Gratuluję

  2. kasiapołożna

    24 czerwca 2018 at 09:25

    Wow! Świetne😍

  3. melka

    25 czerwca 2018 at 13:24

    Wspaniałe uczucie móc tu zajrzeć i przeczytać kolejny, z pozoru prosty ale zarówno głęboki i chwytający za serce tekst, dziękuję, ponieważ w takich chwilach czuje, że dobrze postąpiłam wybierają pielęgniarstwo jako swój pierwszy kierunek studiów.

    1. W czepku urodzona.

      25 czerwca 2018 at 18:14

      A ja dziękuję za takie komentarze <3 Właśnie dla takich momentów, warto pisać 😉

  4. Klara

    7 lipca 2018 at 07:05

    Pięknie napisane! Ja za parę dni odbieram swój dyplom! Mam 34lata dwoje dzieci i mgr z administracji…ale zawsze marzyłam o pielęgniarstwie..i odważyłam się spełnić to marzenie ( łatwo nie było zwłaszcza że młodsza córka miała rok jak zaczynałam) i dałam radę! Pozdr.

  5. Ola

    26 września 2018 at 20:55

    witam serdecznie 😉 dziękuję za bloga, za wszystkie cenne wskazówki i wzruszające opisy.
    Już podczas praktyk zauważyłam, że zaczynam traktować pacjentów bezosobowo jak klientów w restauracjach i sklepach w których wcześniej pracowałam, (chodzenie z tacą 😉 ) próbując nadążyć za tempem pracy i jak najwięcej się nauczyć żeby lepiej służyć pacjentom, których przestaję zauważać… Błędne koło. Ten zawód leczy z perfekcjonizmu 😉
    Nadal nie wiem co można mówić pacjentom, a co nie więc staram się milczeć. Nie wychodzi więc proszę o jakiś wpis na ten temat 😉
    pozdrawiam serdecznie
    studentka drugiego roku pielęgniarstwa

  6. wątpliwa.

    28 października 2018 at 22:52

    Genialny blog ! Jesteś moją inspiracją i motywacją na trudnej drodze studiów tego kierunku <3

Leave a Reply

%d bloggers like this: