Na życie, śmierć i wdzięczny wzrok.

Czy da się wyjść ze szpitala, zatrzasnąć drzwi i nie myśleć o swoich pacjentach? NIE. Trzeba być albo wielkim profesjonalistą, albo człowiekiem bez uczuć. Może kiedyś się tego nauczę. Bo jak nie myśleć o człowieku, który sam nie jest w stanie podnieść ręki, żeby wygodniej ją ułożyć? Te ostatnie trzy lata w szpitalu uświadomiły mi, że mimo tego, że wszyscy plują na pielęgniarki, uważają, że są głupie i niedouczone, jest to piękny zawód. Czy jakaś inna profesja upoważnia do tego, żeby być tak blisko innego człowieka? Wchodzę na salę, leży kobieta, stosunkowo młoda. Umierająca, bo strach przed badaniami był większy niż przed śmiercią. Widzi mnie pierwszy raz, patrzy tymi pięknymi wielkimi oczami, z taką ufnością. Oczywiście to było moje pierwsze podejście – mówię / dzień dobry, nazywam się X/, drugie, kiedy Pani nic nie mówi i trzecie, kiedy odchodzę już od łóżka i słyszę / ja również się pani nie przedstawiłam, nazywam się Y /. Ale czy ktoś, widząc nas trzeci raz w życiu w ciągu tego samego dnia, pozwoliłby obcej osobie dotykać swojego ciała, czy opowiedziałby jej historię życia i pozwolił od tak trzymać za rękę? Wszystkie zawody medyczne mają ten przywilej, ale nie każdy z niego korzysta.

Prawda jest taka, że dla umierającego pacjenta nie jest ważne kto przepisze lek, tylko kto go poda. Nie jest ważne, kto przyjdzie i zbada i nawet nie posłucha jak spało się w nocy, ale ważny jest ten, kto po tej nocy przyjdzie, pościeli łóżko, pomoże się umyć i posłucha, jak to zwykle bywało w domu.
Najbardziej bałam się momentu śmierci pierwszego pacjenta. Teraz wiem, że każdy kolejny jest tak samo ważny. Uważam to za wielki zaszczyt, że mogłam spędzić z nimi te ostatnie dni i chwile. I uważam, ze to gówno prawda, że ludzie nie szanują pielęgniarek, chociaż może zaczynają je szanować w momencie, kiedy muszą skorzystać z ich pomocy. Tak się utarło. Trzeba zobaczyć wzrok wdzięcznych pacjentów i ich rodzin. Co najbardziej mnie poruszyło? Moment, kiedy córka mojej pacjentki zaraz po jej śmierci przyszła do mnie i powiedziała  /dziękuję, że moja mama mogła godnie umrzeć/. Stałam jak wryta.

Życie ciągle przeplata się ze śmiercią, wszystko dzieje się obok nas. Mój plan : być bardzo mądrą pielęgniarką. Nie jedną z tych, które się śmieją ze wszystkiego co popadnie, a wchodząc na salę lekceważąco zwracają się do pacjentów. Zdarzają się i takie. Wiem, że jeszcze bardzo dużo przede mną. Tylko mądre pielęgniarki, które nie odstają poziomem wiedzy od lekarzy, mogą stworzyć z nimi prawdziwy zespół. Tylko mądrzy lekarze szanują pielęgniarki.

2 komentarze

  1. Anna

    26 sierpnia 2017 at 23:21

    Uwielbiam Cię dziewczyno <3
    Myślę w bardzo podobny sposób jak Ty a ostatni akapit oddaje to całkowicie. Masz dar do pisania i świetnie się Ciebie czyta. Może odczarujesz w jakiś sposób wizerunek pielęgniarek czy studentek pielęgniarstwa, które z góry uważane są za głupiutkie, bez własnego zdania i pomysłu na życie 🙂 .
    Ogólnie nie przepadam za czepkowym motywem, bo kojarzy mi się z biedą, komunizmem, związkami i starszymi pielęgniarkami, które śmieją się, że robimy studia a im liceum wystarczyło, ale z drugiej strony od razu wiadomo o co chodzi. Nie uważasz, że ten symbol jest trochę negatywnie nacechowany? Ja wolę silną, niezależną Florcię z jej lampką 🙂
    Pozdrawiam cieplutko z 3 roku 🙂
    Ania

    1. W czepku urodzona

      27 sierpnia 2017 at 07:36

      Cieszę się, że myślimy podobnie 😊 Masz rację, co do lampki. Jednak kojarzy się ona z pielegniarstwem tylko osobom związanym z tym zawodem. Pozdrawiam i życzę powodzenia 💕

Leave a Reply

%d bloggers like this: