I rok Pielęgniarstwa – kim chcesz być?

Pierwszy rok to prawdziwa szkoła życia. Przepaść między liceum/technikum a studiami – nie tylko Pielęgniarstwem, sięga głębokości Rowu Mariańskiego.  Odczuć można to już podczas pierwszej sesji. Trzeba zmienić swój system nauki. Do matury uczymy się z kilku podręczników i mamy na to trzy lata. Do sesji uczymy się z kilku podręczników tylko do jednego przedmiotu i mamy na to tylko pół roku, a właściwie to kilka tygodni, zakładając że zaczynamy uczyć się jak prawdziwy student, czyli tuż przed sesją.

Początek większości studiów medycznych jest podobny. Kierunki różnią się między sobą dwoma lub trzema wiodącymi przedmiotami. Na Pielęgniarstwie najważniejszym wiodącym przedmiotem były Podstawy Pielęgniarstwa. Przedmiot ten dzielił się na część wykładową, na której uczyliśmy się historii pielęgniarstwa, modeli pielęgnowania itp oraz na część ćwiczeniową, czyli tę znacznie przyjemniejszą. To właśnie na ćwiczeniach w pracowni, studenci uczą się wszystkiego co praktyczne, od ścielenia łóżek po zakładanie zgłębnika do żołądka czy pobierania krwi. Ćwiczenia miały miejsce co tydzień od 7 do 13. Miało to na celu nauczenie nas punktualności oraz powolne przystosowanie do zajęć praktycznych w szpitalach. Początkowo zwykłemu ścieleniu łóżka czy myciu pacjenta przypisywało się ogromną filozofię. Po pierwszym wejściu na oddział, prowadząca spojrzała na nasze przerażone miny i powiedziała : no na co Wy czekacie?. W tym momencie wszystko to czego uczyłam się przez rok zaczynało wchodzić w życie. Nie było pięknych łóżek jak w pracowni, a w tych łóżkach leżeli prawdziwi pacjenci. To nie były to już fantomy, które można było obrócić jak tylko nam było wygodnie. Pacjenci mówili, krzywili się z bólu, śmiali się, a czasem panowała  niezręczna cisza. Byli żywi.

Pierwsze zajęcia praktyczne, a właściwie to pierwsza prowadząca zajęcia praktyczne, zaszczepiła we mnie coś co nazywa się powołaniem. Jej dokładność, opanowanie i podejście do pacjentów sprawiały, że nie mogłam oderwać od niej oczu na oddziale. Chłonęłam jak gąbka. Patrząc na to z perspektywy czasu wiem, że od każdej osoby, która mnie uczyła starałam się skopiować jak najlepsze cechy. Czasem był to jakiś żart, sposób zwracania się do pacjenta, a czasem sposób pobierania krwi czy zwykłego urywania plastra. Na swojej drodze spotkałam także osoby, które pokazywały mi jaką pielęgniarką nie chcę być. Wszystko to zbudowało mnie jako W. czepku urodzoną.

Pierwszy rok jest kluczowy. To właśnie wtedy okazuje się, czy mamy /to coś/. Poranne wstawanie na praktyki, godziny spędzone nad książkami, nowe przyjaźnie i błędne wyobrażenia. Tak mogłabym opisać mój początek studiów. Kiedy rozpoczynałam Pielęgniarstwo, nie wiedziałam na co się piszę. Nie wyobrażałam sobie jak te studia mogą wyglądać. I nie. Nie miałam powołania. Powołanie to coś co rodzi się w nas z czasem.

10 komentarzy

  1. Kamila

    5 września 2017 at 17:22

    W zawodzie pracuję pół roku, skończyłam I rok mgr i tak jak ty, na studia szłam bez powołania. Czy mam je dzisiaj? Nie wiem, może. Pielęgniarstwa nie traktuję jako służby drugiemu człowiekowi, czegoś co nadaje memu życiu sens, pracę w szpitalu traktuję jak pracę, ale…
    Na pacjentów patrzę przez pryzmat siebie, swoich rodziców. Kiedy w szpitalu widzę młodą kobietę, matkę dwójki dzieci, sparaliżowaną i lekarzy zastanawiających się co może być przyczyną jej choroby, myślę sobie, a co jeśli za 10 lat ja będę taką kobietą?
    Co, jeśli mój ojciec czy moja matka zachorują na chorobę Parkinsona i będą kiedyś leżeć w szpitalnym łóżku i czekać, aż któraś z pielęgniarek, poda im butelkę z wodą, albo przyjdzie nakarmić?
    I wtedy zaciskam oczy, żeby nie poleciały z nich łzy, idę na salę nr 2, karmię Pana Jana z Parkinsonem, idę na salę nr 5, pomagam Pani Dominice ubrać się… staram się być dobrym człowiekiem, nic poza tym.
    Czy to ma sens? Czy przez takie podejście do pacjentów nie wypalę się zawodowo? Czy za jakiś czas nie ucierpią na tym moi najbliżsi? Nie wiem, na te pytania odpowiedzi przyniesie czas.
    Masz rację studia są ciężkie, ale poza czynnościami manualnymi i podstawową wiedzą z zakresu medycyny nic nam nie wnoszą (przynajmniej w moim przypadku). W naszym zawodzie o wiele cięższe jest uodpornienie się na ludzkie cierpienie, pozostając nadal człowiekiem. Nikt na studiach nie uczy nas jak zostawić sprawy szpitala w szpitalu.
    Zaliczenie tej umiejętności będzie najtrudniejszym egzaminem w naszym życiu. Oby obyło się bez poprawek, tego życzę wszystkim czytającym to Pigułom 😀
    A, tak aby skończyć weselej, to potwierdzam, na praktykach faktycznie uczymy się jakimi być pielęgniarkami, ale przede wszystkim uczymy się jakimi NIE BYĆ, może właśnie to one oblały ten najważniejszy egzamin…?

    1. W czepku urodzona

      5 września 2017 at 17:38

      Kolejny post będzie dotyczył powołania i wszystkiego co z nim związane. Dziękuję, za przestawienie Twojego punktu widzenia, który nie ukrywam, że bardzo mi się podoba. 😉 Tekst o powołaniu tworzy się już od dłuższego czasu, jednak ciągle go piszę na nowo i kasuję. Brak mu na razie kropki nad i. Zapraszam. <3 Życzę Ci powodzenia i odkrycia prawdziwego znaczenia powołania. 😉

  2. A.

    5 września 2017 at 17:24

    Fajnie ,że trafiłaś na pozytywne osoby ,od których mogłaś się uczyć.To bardzo ważne ,zwłaszcza podczas pierwszych /drugich praktyk .Nie spotkałam się jeszcze z Podstawami Pielegniartswa ,tak jak u Ciebie,od 7 do 13 raz w tygodniu .U mnie było 2 razy w tygodniu od 8-12 lub od 12 do 16🙂

    1. W czepku urodzona

      5 września 2017 at 17:39

      Miałam to szczęście, że zazwyczaj trafiałam na cudownych prowadzących. 😉 Potrafią oni skutecznie zachęcić do efektywnej pracy nad sobą. Pozdrawiam. 😉

  3. Kinga

    5 września 2017 at 20:07

    Z mojej strony inaczej… Na I roku na podstawy pielęgniarstwa było najmniej czasu. Prowadzący przedmioty wprowadzające nas do medycyny za bardzo uprzykszali nam życie. Panie z podstaw pielęgniarstwa starały się być dla nas ludzkie i w moim odczuciu wymagały zbyt mało. Niestety jest to poważny problem na mojej uczelni, który kadra nauczycieli przedmiotów pielegniarskich doskonale zna. Problem może tkwić w ciągle trzyletnim kształceniem na poziomie licencjackim. Pierwsza mentorka w szpitalu? Jedna z gorszych pielęgniarek jakie udało mi się spotkać zwłaszcza jeżeli chodzi o dbałość o zasady i podejście do pacjenta. Nauczyła mnie złej pracy za co niejednokrotnie obrywałam w przyszłości.

  4. Paulina Krzysik

    5 września 2017 at 21:04

    Właśnie czekam na październik i pierwsze wykłady. Nie wiem czego mam się spodziewać. Ale bardzo milo mi wiedzieć, że powołanie rodzi się w miarę upływu czasu. Nie czuję tego szczególnie. Ale po twoim poście nie mam już tylu obaw!! Dziękuję Ci za niego !

  5. Eli

    5 września 2017 at 21:10

    Również studiuję w Krakowie, jestem po pierwszym roku i dokładnie wiem o czym piszesz. Pierwszy rok jest bardzo, ale to bardzo trudny i jestem dumna z siebie że dałam radę. Mam nadzieję, że kolejne dwa lata, na pewno będą trudne, ale łatwiejsze niż ten pierwszy, szokujący, wycięczający rok 🙂 Mogę wiedzieć na jakim oddziale odbywałaś swoje pierwsze praktyki? 😉

  6. Blondynka

    6 września 2017 at 21:12

    Strasznie podoba mi się jak piszesz. Ja w tym roku zdawałam maturę i dość długo brałam pod uwagę właśnie pielęgniarstwo, ale ostatecznie zdecydowałam się na medycynę. Dlaczego? Doszłam do wniosku że na pielęgniarstwie sobie nie poradzę! Podziwiam Cię, że zdecydowałaś się na ten kierunek, zdaje sobie sprawę jak wymagająca jest to praca.

  7. aga23034

    10 września 2017 at 06:33

    Fajny wpis. Przyznam szczerze, że my 1 roku , na 1 zajęciach praktycznych w szpitalu trafiliśmy na oddziałową, która zrobiła z nas śmieci. Gnoiła nas na każdym kroku, nie pozwalała nic robić, wyganiała nas na korytarz w kąt. Wyglądało to tak, jakby miała pretensje, że w ogóle przyszliśmy. Wyzywała nas od debili i głupków, wyśmiewała się z nas przy pacjentach, personelowi zabroniła z nami rozmawiać. To starsza pani, ciągle zaznaczająca nam, że zostało jej 2 lata do emerytury i że musi się z nami męczyć. Jednak całą grupą zrobiliśmy z tym porządek, zgłosiliśmy gdzie trzeba i teraz została odsunięta od studentów. Dodam jeszcze, że mam 45 lat, jestem po kilku kierunkach medycznych, teraz zdecydowałam się na pielęgniarstwo i za chwilę zaczynam 2 rok. W całej tej sytuacji patrzyłam na tę kobietę ze zdumieniem. Nie rozumiem tego. Przyszło sporo młodych ludzi (no i ja) , pełnych zamiłowania do tej pracy, a ona w większości zdeptała to wszystko. Współczuję pielęgniarkom pracującym na co dzień z tą oddziałową, bo to człowiek zmęczony życiem mający do wszystkich pretensje o to, że musi pracować. Żal mi jej. Pozdrawiam

    1. W czepku urodzona

      12 września 2017 at 17:50

      Przykro słyszeć, że trafiłaś na taką osobę. Mam nadzieję, że udało Ci się spotkać też osoby, które zarażały pasją 😉 Pozdrawiam i trzymam kciuki ! <3

Leave a Reply

%d bloggers like this: