Chodzące anioły za dwa tysiące

Wiecie co? Już mam dosyć tej otoczki wokół pielęgniarek jaka ostatnio widzę w mediach. Siostro basen – siostro kaczkę – na prawdę nie chciałam tego komentować, ale jak to często bywa zabłądziłam w internetach. Przeczytałam komentarze i poczułam, że się we mnie zagotowało. Żeby nie było – nie czytałam takich komentarzy pierwszy raz, zawsze puszczałam to gdzieś obok siebie. /Hej, siostrzyczki, trochę więcej dystansu do siebie/, /byłam w szpitalu, dzwoniłam kilka razy dzwonkiem i nikt nie przyszedł/, /tylko siedzą i piją kawę w dyżurkach/, /leków się im nie chce podać/. Serio? Ku**a, serio? Każda z osób, która pisze takie komentarze to nasz potencjalny pacjent. Czasem mam ochotę, powiedzieć takim osobom : skoro jesteśmy takie strasznie złe, napisz sobie deklaracje – /nie chce opieki pielęgniarki, sa zbyt beznadziejne żeby się mną zajmować/. Wtedy sprawa będzie prosta. Taka nasza mentalność, potrafimy patrzeć tylko z jednej strony. Z reszta, zapomniałam, mamy nowy trend – przeciętny Kowalski jest ekspertem każdego zawodu. Lekarze – źli, pielęgniarki – źle, policjanci – w ogóle do dupy, nauczyciele protestują – czego oni chcą? Z resztą, nie uwierzę, że każda osoba niezależnie od swojego zawodu przez całą swoją zmianę w pracy jest w 100 % aktywna. Jesteśmy tylko ludźmi.

Publiczne wylewanie pomyi na pielęgniarki jest tak popularne, że nikogo to już nie dziwi. Nauczyliśmy się w nich pływać. Autentycznie mnie boli publiczne plucie na mój zawód, z którym bardzo się identyfikuje. To nie kwestia dystansu do siebie. To też nie jest kwestia, jak przeczytałam w komentarzu, niedocenienia że strony lekarzy. Nie potrzebuję, żeby ktoś składał nam pokłony, ciągle mówił – ojej, jak wy ciężko pracujecie. Chciałabym po prostu, żeby nasze środowisko nie dostawało ciągle kłód pod nogi. Skoro tak łatwo przychodzi publiczne wylewanie brudów na pielęgniarki, to idźmy dalej. Napiszmy – lekarze to konowały, dziennikarze to kłamliwe pismaki, sprzedawcy to nieuczciwi manipulanci, prawnicy to papugi, które zarabiają na ludzkiej krzywdzie. Ale po co? Po co na siebie tak pluć? Naprawdę, nie potrafimy, uszanować pracy innych? Każdy jest tak samo potrzebny i ważny. W każdym środowisku są osoby, które psują wizerunek i te, które go naprawiają.

 

Hej, Przeciętny Kowalski, czasem mam wrażenie, że zapominasz o tym, że pielęgniarstwo to zawód. Samodzielny zawód, który nie odstaje od innych. Wymagasz tego, żebyśmy były aniołami. Chodzące anioły za dwa tysiące złotych. Rzucasz oskarżeniami, w moje środowisko, a później dziwisz się, że te pielęgniarki to takie niemiłe i sfrustrowane. Zdziwisz się jeszcze bardziej, kiedy za 10 – 15 lat, wylądujesz w szpitalu a nas nie będzie. Dlaczego? Bo każda młoda, racjonalnie myśląca dziewczyna, która może chciałaby podjąć ten zawód, zrezygnuje. Bo dowie się od Ciebie pseuoprawdy na temat tego, jak to bardzo jesteśmy złe.

 

Siostro kaczka – mówi wykształcona dorosła kobieta, na kanapie w jednym z bardziej popularnych programów telewizji śniadaniowej. Osoba, która w serialu wchodzi w rolę pielęgniarki oddziałowej. Halo, gdzie przygotowanie do roli? Zawsze miałam wrażenie, że każdy szanujący się aktor, żeby dobrze wejść w rolę, stara się dowiedzieć cokolwiek na temat postaci, w którą musi się wcielić. Widocznie, pani S. przygotowywała się do swojej roli z najbardziej wiarygodnego źródła – internetu. Brawo.

 

Takie tematy zawsze staram się omijać szerokim łukiem. Zawsze chciałam pokazywać tylko pozytywne strony tego zawodu. Ale w momencie, kiedy mam świadomość jaka odpowiedzialność na nas spoczywa, jak wykształcone są moje koleżanki, ile kursów, specjalizacji każda z nas robi w swoim życiu, jak bardzo przejmujemy się losami i życiem naszych pacjentów to nie mogę powiedzieć – wszystko jest super. Róbcie tak dalej. Jako młoda pielęgniarka chcę Wam dać świadectwo tego, że większość pielęgniarek, które spotkałam na swojej drodze to ludzie z sercem na dłoni. Osoby, które nie ignorują dzwonka, jęknięcia pacjenta, prośby rodziny. Jak bardzo trzeba być odważnym, żeby oceniać całe środowisko po jednej sytuacji?

 

Na koniec apel do mediów – róbcie nam dalej taki wizerunek, a za kilka lat wszyscy obudzicie się z ręką w nocniku. Bo nikt nie przyniesie Wam ani kaczki, ani basenu.

 

24 komentarze

  1. I.P.

    22 października 2018 at 12:54

    Świetny wpis! Jestem pod wielkim wrazeniem prawdy jaka tu napisałaś 💕 muszę tylko dodać od siebie, bo miałam nieprzyjemność mieć kontakt od strony zawodowej z Panią S. – ona wcale nie jest ani wielce wykształcona, a co najgorsze nie ma za dużo klasy w życiu 🙁 .

    1. W czepku urodzona

      22 października 2018 at 13:14

      Dziękuje za komentarz <3
      PS. Oglądając ostatni jej występ, widać było to o czym mówisz...

  2. mk

    22 października 2018 at 14:15

    szczerze…popłakałam się 🙁 z ust mi to wyjęłaś… szłam na studia pełna pasji i zaangażowania…uczyłam się 10 lat…mgr, specjalizacja itd… kończąc mgr byłam z siebie taka dumna, że wytrwałam bo to ciężkie studia a ja byłam jedną z lepszych studentek ale to było jeszcze przed podjęciem pracy zawodowej …nigdy nie spodziewałabym się, że po takim wysiłku. zaangażowaniu w naukę a później ciężkiej pracy bo z pełnym przekonaniem mówię, że jest ciężka będę czuć się jak zero albo śmieć którym ludzie gardzą….myślałam, że można gardzić złodziejem, menelem, bandziorem… (chociaż ja nawet takimi nie gardzę..), ale osobą wykształconą, pracowitą…tego się nie spodziewałam…dostałam obuchem w głowę… to nie my jesteśmy niedowartościowane…to ludzie nas poniżają i niszczą…my chcemy godnie żyć i pracować. Ponad 90% dyżurów jest ciężkich, rzadko mam lekkie w moim oddziale..przychodzę do domu potwornie zmęczona – każdy z rodziny to widzi, nawet teściowa zaczęła mnie doceniać jak zobaczyła kilka razy jak wyglądam po pracy i nawet mi się mówić nie chce…przestała mówić „krowy” (bo jej się zdarzyło kilka razy wcześniej – podkreślę, że nigdy w szpitalu nie leżała…ale jak każdy polaczek mówi to tak się powtarza i gardzi innymi), teraz mówi pielęgniarki i położne..
    mam 5 lat stażu pracy w zawodzie, chcecie ludzie byśmy były z powołania a co wy z im robicie? mi obecnie płakać się chce bo mam dość, jest mi przykro, czuję się jak nikt…uważam, że mogłam wybrać inny zawód…i zastanawiam sie poważnie nad zmianą…bo moje powołanie zostało zdeptane przez was! Chorowałam na nowotwór, wiem co znaczy być pacjentem więc w moją pracę zawsze wkładam całe serce…ale co ja z tego mam? non stop rzucające się w oczy posty i komentarze na nasz temat, wyzwiska, oczernianie…serce pęka…mam wrażenie że nastała dziwna moda na straszne pielęgniary i położne…ze specjalistów zrobiono dno – pokazuje się nas w tv jako jakieś kretynki, służące lekarza, zaczynają mnie pacjentki pytać czy ja mogę kroplówkę podłączyć bez lekarza…tak…po 10 latach nauki mam stać jak kołek i czekać na „polecenia”…?! serialowe i internetowe społeczeństwo bez mózgu które myśli że jest kimś a ktoś jest śmieciem.. niedługo obudzicie się z ręką w nocniku bo „śmieci” się zbuntują, wyjadą…albo zmienią zawód…nie wspomnę że młode pokolenie nie będzie go podejmować bo się nie opłaca uczyć tyle lat..odpowiadać za ludzkie życie i być traktowanym jak kretyn bez szkoły na usługach pańskich (bo pacjet to pan i władca)…lepiej być blogerką…to modniejsze i bardziej cenione…i uczyć się nie trzeba

    1. W czepku urodzona.

      23 października 2018 at 19:11

      Kochana MK,
      Widzę w Twoim komentarzu bardzo dużo rozgoryczenia. Bardzo ciężko się to czyta, ale wspieram Cię całym sercem. Chciałabym, żeby w naszym zawodzie działo się lepiej – dlatego też powstał ten blog. Dziękuję Ci, za to wyczerpujący komentarz, bo pokazuje to inną stronę naszej pracy i daje świadectwo dla wszystkich osób, które odwiedzają to miejsce.

      Jesli potrzebujesz jakieś rozmowy, zapraszam do napisania wiadomości prywatnej do mnie. 😉

      Pozdrawiam i mocno ściskam.
      W czepku urodzona.

  3. Julka

    22 października 2018 at 14:37

    Świetny wpis! Trafiony w sedno.
    Sama jestem pielęgniarką, w zawodzie dopiero ponad rok, ale pomyje, które są na nas wylewane i to jak jesteśmy poniżane sprawiło, że podjęłam studia na innym kierunku.
    Mam dość słuchania i patrzenia jak nas wykorzystują za marne 2000 złotych i poniżają.
    Niestety, ale z roku na rok jest nas co raz mniej ….. za kilka lat oddziały będą puste….. bo nas już na nich nie będzie.

  4. Poszukująca

    22 października 2018 at 18:18

    Czytam takie rzeczy i cały czas zastanawiam się czy dobrze wybrałam kierunek studiów w tym roku. Najgorsze wątpliwości… Jednak wtedy czytam twoje posty, prawdziwe, ale jednocześnie niosące ze sobą coś więcej. Tyle osób się bulwersowało moim wyborem. Przecież stać było mnie na więcej, na farmację, analitykę… A ja chciałam coś konkretnego, coś w czym bym pracowała… I najbardziej bolą słowa.
    Postanowiłam prowadzić bloga z tym, jak to jest studiować pielęgniarstwo, ponieważ tego było mi brak, kiedy się zdecydowałam na ten kierunek. Mam nadzieję, że może parę osób mnie zrozumie, chociaż tych zainteresowanych.
    I gratuluję za świetny wpis! Doskonale trafiasz w sedno.

  5. Sandra

    22 października 2018 at 18:37

    A ja trochę z innej strony.. Moja mama od kilku dobrych lat leczy się w szpitalu specjalistycznym, i od tych kilku lat z wielkim podziwem i pokorą podchodziłam do pracy pielęgniarek, które się nią zajmują – naprawdę anioły! Dlatego też bardzo burzyły mnie nieprzychylne komentarze kierowane w stronę tego zawodu – wszystkie te, które tak świetnie wypunktowałaś! Natomiast… sama studiuję na kierunku lekarskim, pierwszy rok za mną, a co za tym idzie – pierwsze praktyki. I z naprawdę ogromnym bólem serca stwierdzam, że dużo większym szacunkiem darzyłam ten zawód przed ich rozpoczęciem. Pielęgniarki robiły co mogły, by utrudnić nam życie, TO ONE traktowały nas jak popychadła, odmawiając jakiejkolwiek pomocy w zyskaniu praktycznych umiejętności i zaznaczając na każdym kroku, że dla nich jesteśmy nikim. Zmiana pieluchy, pomoc przy umyciu pacjenta? Jasne – idźcie i zróbcie studenci, ale nie liczcie, że pokażemy Wam jak zrobić wkłucie czy pobrać krew! Bardzo nie lubię szufladkowania, ale niestety, opinia w danym temacie jest kształtowana na podstawie naszych osobistych doświadczeń. Moja, na początku bardzo przychylna była ukształtowana z punktu rodziny pacjenta – na jej podstawie miałam ogólną opinię o pielęgniarkach-aniołach, natomiast ta ukształtowana z punktu personelu taka już nie jest, zadziałała na dużą niekorzyść, i teraz myślę, że w tych wszystkich negatywach jednak coś jest.. bo to nie był pojedynczy przypadek. Lekarze na oddziale – świetni, czuć było od nich wręcz „ekscytację” naszą obecnością, a spośród ok. 15 pielęgniarek, z którymi miałam okazję pracować tylko jedna traktowała mnie z jakimkolwiek szacunkiem. Kwestia „nic nie robienia i wiecznego picia kawy” – hmmm, byłam BARDZO wrogo nastawiona do tego typu komentarzy, natomiast po praktykach – niestety muszę stwierdzić, że jest w tym coś więcej niż tylko ziarno prawdy… Oczywiście nie uogólniam, bo nie chcę nikogo skrzywdzić, chciałam tylko zaznaczyć, że te wszystkie osoby, mówiące te przykre rzeczy – może kiedyś tak jak ja, miały o Was dobrą opinię, ale ich własne doświadczenia pchnęły je do zmiany w tej kwestii.. Natomiast jestem całkowicie przeciwna szerzeniu ogólnego hejtu – z tym dyskutować nawet nie zamierzam.

    1. Klaudia

      23 października 2018 at 05:53

      Bardzo dobry komentarz !

    2. Ania

      23 października 2018 at 14:43

      Wiesz co, to nie chodzi o to, że jesteś studentem lekarskiego i stąd traktowanie Ciebie na praktykach jako popychadła. Tak jest ogólnie ze studentami. Studenci pielęgniarstwa też traktowani są jako zło konieczne – ewentualnie jako ktoś do wypełnienia luki kadrowej, gdy trzeba zawieźć pacjenta do badania. Gdyby na praktykach była zawsze dodatkowa osoba, odpowiedzialna za studentów, byłoby inaczej, a tak to nie oszukujmy się, nikt nie ma czasu sensownie szkolić studentów, gdy ledwo nadąża się z obowiązkami, więc studenci są oddelegowywani do prac, w których nie zrobią nikomu krzywdy, czytaj zmiana pampersów, karmienie, wożenie na badania. Naprawdę nie jesteś jedyną osobą, która tak miała.

      1. Sandra

        23 października 2018 at 22:30

        Jasne, nie mówię, że jestem jedyną pokrzywdzoną. Ale w moim przypadku praktyki odbywałam w malutkim szpitalu, z małą ilością pacjentów i zaczynając je ok. 2 tygodnia sierpnia byłam pierwszą studentką, która się do nich zgłosiła i naprawdę nie zgodzę się, że brak szacunku z ich strony był wynikiem braku czasu, skoro ostatnie 2.5h byłam zmuszona codziennie siedzieć i patrzeć jak piją kawę, bo nie było nic do roboty ani dla nich ani dla mnie, natomiast gdy przyszedł lekarz z propozycją pokazania mi czegoś oddziałowa odmawiała i dalej byłam skazana na siedzenie na tyłku zamiast wykorzystanie w jakimkolwiek stopniu tego czasu. ten czas to była dla mnie po prostu udręka, i naprawdę jest mi przykro, że tak to wyglądało, ale postanowiłam podzielić się moimi doświadczeniami ze względu właśnie na opinię, że jesteśmy tak traktowani bo nie ma dla nas czasu, a w moim przypadku takie stwierdzenie kompletnie mija się z prawdą. Ja to odebrałam jako zwykłe uszczypliwości i chęć pokazania mi, że dla nich jestem kompletnym zerem – zapewniam, na pewno nie brak czasu 🙂

        1. Nicoll

          17 listopada 2018 at 17:44

          Jako studentka pielęgniarstwa również robiłam praktyki po pierwszym roku w małym szpitalu. Byłam jedyną osobą na praktykach, pielęgniarki z dużym stażem, bardzo wymagający pacjenci i dużo pracy ale żadna z nich nigdy nie odmówiła mi pokazania jakiejś czynności, wytłumaczenia. Same wysyłały mnie do pobierania krwi, przełączania kroplówek, rozpuszczania leków czy robienia zastrzyków. Stały nade mną i poprawiały jeśli coś było nie tak bo zależało im żebym jak najwięcej wyniosła z ich oddziału. Największym szokiem było kiedy dwie pielęgniarki w wieku pięćdziesięciu kilku lat przed porannymi toaletami powiedziały, że dadzą sobie same radę, a mi kazały iść do dyżurki szykować kroplówki. Były tak pomocne, że na każde praktyki na internie wracam do nich.

  6. Asia

    22 października 2018 at 19:57

    W punkt bardzo trafione. Sama mam macierzyńską przerwe w zawodzie i nie mam najmniejszej ochoty do powrotu do zawodu, niestety wiele koleżanek po macierzyńskim nie wraca do zawodu. Przerwa w pracy daje czas na duży dystans i przekwalifikowanie sie..

  7. Patrycja

    23 października 2018 at 00:10

    Mam 2 lata stażu pracy na oddziale chirurgicznym i świeżo zdobyty tytuł magistra. Niby niewiele przepracowałam, ale z każdym miesiącem zastanawiam się ile jeszcze oszczerstw od samych pacjentów uda mi się usłyszeć. Z czasem jest tego coraz więcej. Pracuję w fajnym zespole, który jest mocno nastawiony na dobro pacjentów. Szkolimy się. Pracujemy j studiujemy. Jesteśmy ambitne i z sercem podchodzimy do swojej pracy. Dostajemy za to w podziękowaniu często takie zarzuty, że się w głowie nie mieści. Przyjdzie lekarz i nie ma w ogóle problemu. Nikogo nie obchodzi, że w ramach jednego etatu łatam dwa i nie mam kiedy napić się tego łyka słynnej kawy…
    Bardzo lubię to co robię i lubię swoich pacjentów. Nie ukrywam jednak, że coraz częściej myślę o odejściu z zawodu, albo wyjeździe za granicę. Jak dostawać opierdol to chociaż za lepsze pieniądze.
    Czytam i słyszę osobiście nieprzychylne nam komentarze o naszym zawodzie. Większość nie zna specyfiki pracy w oddziale i myśli, że jest tak jak w Leśnej Górze czy w polsatowskich pielęgniarkach. Zdarzają się w zawodzie zakały. Jest mi wstyd, jako pielęgniarki, za nich. Jednak szacunek do drugiego człowieka trzeba mieć, niezależnie od okoliczności!
    Ogarnia mnie czasem ogromną frustracja i chęć rzucenia tego w cho… Jesteśmy mądrymi, wykształconymi osobami, które niejednokrotnie poświęcają się dla pacjenta. Mamy wiedzę o medycynie i świadomość konsekwencji naszych działań. Wielokrotnie wyłapujemy zmiany w stanie pacjenta ułatwiając diagnozę i szybką pomoc. Obsługujemy specjalistyczny sprzęt.
    A przecież wystarczyłoby być głupim i słuchać lekarza i jeszcze madrzejszych pacjentów. Wtedy byłyvyśmy najlepsze na świecie!
    Uprzedzam, że piszę to na nocnym dyżurze, gdzie jeszcze godzinę temu miałam nieprzyjemną sytuację z pacjentem.
    Pozdrawiam i życzę nam wzrostu szacunku do naszego zawodu ale i ogółem do innych ludzi. 🙂

    1. W czepku urodzona.

      23 października 2018 at 19:03

      Dziękuję za tak mądry komentarz!
      Bardzo głęboko wierzę, że naszemu młodemu pokoleniu, uda się coś zmienić. Nie możemy składać broni.
      Pozdrawiam 😉
      W czepku urodzona.

  8. Mw

    23 października 2018 at 05:50

    Tak. Zdażyło mi się nie zareagować na dzwonek pacjentki. Chciała żeby jej podać dziecko z jednej piersi do drugiej. Poszłam po chwili od dzwonka. Najpierw musiałam ustabilizować stan dziecka jej koleżanki z łóżka obok, które z uwagi na stan musiało zostać zaintubowane. Tak ta pani zapamięta, że byłam po 15 minutach. Dobrze, że dzięki temu jej koleżanka może mieć własne dziecko przy sobie a nie tylko we wspomnieniach.

    1. W czepku urodzona.

      23 października 2018 at 18:59

      Ten komentarz… Zmroziło mnie. Ale tak wygląda prawda. Bardzo często w swojej pracy musimy wybierać. Oby to były zawsze trafne wybory!

      Pozdrawiam,
      W. czepku urodzona.

  9. Patrycja

    23 października 2018 at 06:20

    Niestety to działa w dwie strony. Jestem pielęgniarką z 10letnim stażem. Kilka razy miałam styczność że studentami medycyny, którzy na praktyki pielęgniarskie wchodzą ze stetoskopem na karku i z miejsca zaznaczają, że zaraz wchodzą na blok bo lekarz ” x” ich zabierze. Na moje sugestie, że może zrobimy razem EKG usłyszałam, że już raz robili i nie muszą więcej. Na moją prośbę, żeby ktoś pomógł mi przy przeniesieniu pacjenta z wózka na łóżko wyciągnęłam jedną osobę, która pacjenta trzymała za przedramię i w ten sposób chciała mi „pomóc”, mimo moich wskazówek jak to zrobić. Mogłabym długo wymieniać… Może te pielęgniarki miały wcześniej styczność właśnie z takimi studentami? Nie powinno się uogólniać, są tacy studenci i takie pielęgniarki z którymi nikt nie chciałby mieć do czynienia.

    1. Sandra

      23 października 2018 at 13:33

      Jasne, ja świetnie zdaję sobie sprawę z faktu, że niektórzy studencki lekarskiego są bardzo roszczeniowi i mają tyłki zbyt wysoko. Natomiast w Pani wypowiedzi uderzyło mnie jedno, WY – pielęgniarki, nie chcecie by Was wrzucano do jednego wora, by obrażano Wasz zawód na podstawie nieprzyjemnych pojedynczych doświadczeń, a Pani pisze „może wcześniej mieli do czynienia ze złymi studentami” – i w ten sposób daje Pani przyzwolenie na szufladkowanie nas, studentów. Dlaczego karę za czyjeś zachowanie mam ponosić ja? Ale już nawet pomijając Pani słowa, chciałam zaznaczyć, że mnie przez bity miesiąc traktowano bez absolutnie żadnego szacunku czy też kultury osobistej. I pisze Pani, że studenci wchodzą ze stetoskopem – i okej, ja sama go nie miałam, nie mam i nie poszłabym z nim, ale jeśli ktoś nawet ze względów higienicznych postanowił go ze sobą nosić już od 1. roku – czy to w jakikolwiek sposób krzywdzi Was – pielęgniarki? Że jakiś tam student, który jest a zaraz go nie będzie zawiesił sobie coś na szyi? Nie sądzę. A kwestia tego, że studenci chcą przebywać z lekarzami, proszę wybaczyć, ale mając wybór od kogo chcą się uczyć i komu patrzeć na ręce raczej całkowicie normalnym jest, że przejawiają optymizm w kierunku człowieka, który jest w ICH przyszłym zawodzie, i moim zdaniem nie ma w tym nic dziwnego.

  10. Gosia

    23 października 2018 at 10:38

    Ja mam staż pracy krótki, ale już często wydaje mi się ze nie mam siły z tym wszystkim walczyć. trochę mnie to przeraża, ale podcinają skrzydła na kazdym kroku. Jeszcze na studiach probowalam pisac bloga, tez poruszyłam temat wizerunku pielęgniarek. Uwazam, ze tekst nadal aktualny niestety ;(
    http://turku-sowo.blogspot.com/2015/02/nie-jestem-siostra.html?m=1

    1. W czepku urodzona.

      23 października 2018 at 18:57

      Dziękuję za wysłanie tekstu! 😉 Przeczytałam z przyjemnością i całkowicie się zgadzam. Pozdrawiam!

  11. Julia

    23 października 2018 at 15:42

    Mnie jako pacjentkę szpitali, bardzo zabolało Pani generalizowanie pacjentów. Ja wielokrotnie leżałam w szpitalu i nigdy nie wezwałam Pielęgniarki (na szczęście zawsze dałam radę dojść do dyżurki i poprosić o pomoc), nigdy nie byłam niemiła (a Pielęniarki wobec mnie bywały – bez wyraźnego powodu), zawsze dziękuję za każdą, nawet najmniejszą rzecz jaką dla mnie zrobią (np. zdjęcie wenflonu. Niby to Wasz obowiązek, ale zawsze za to dziękuję). Jestem takim cichym pacjentem co prawie o nic nie prosi i na nic się nie skarży. A tu nale czytam, że pacjenci tacy źli. Oczywiście, widuję karygodne zachowania pacjentów, ale też karygodne zachowania pielęgniarek. Proszę uwierzyć, ktoś cory i obolały nie ma wcale ochoty zawracać Wam dupy, prosząc o kolejną przeciwbólową tabletkę. Prychanie i wzdychanie jest zbędne. Dzisiaj np. podczas pobytu na oddziale chemii dziennej Panie Pielęgniarki były we 2 na sali na 8 pacjentów. Widziałam jak biegały, odłączały i podłączały kroplówki. Podchodziły do pacjentów, pytały, czy wszystko ok. I ja byłam zszokowana, że Pielęgniarki mogą być tak miłe. Wiem, że macie dużo pracy. Ja w swojej pracy też zarabiam 2000. Ludzie też wylewają na mnie swoje żale i frustracje. Wiem jak to boli. Ale jest mi przykro, że Pani mierzy wszystkich pacjentów jedną miarą.

    1. W czepku urodzona.

      23 października 2018 at 18:48

      Pani Julio, dziękuję bardzo za komentarz. 😉 W moim poście nie było mowy o tym, że wszyscy pacjenci są tacy sami. Chodziło mi głównie o niesprawiedliwe wypowiedzi osób na forach internetowych oraz różnych grupach i o negatywne wypowiedzi publiczne na temat pielęgniarek. W moim życiu zawodowym spotykam całą masę cudownych pacjentów, których uwielbiam całym sercem i którzy dają mi siłę do wykonywania tej pracy. 😉 Bardzo się cieszę, że tacy pacjenci również są. Ten post miał na celu pokazanie, że właśnie wszystkie pielęgniarki są wrzucane do jednego worka.

      Nie miałam na celu urażenia żadnego z pacjentów.

      Pozdrawiam!
      W czepku urodzona.

  12. Milena

    23 października 2018 at 20:11

    Piękny tekst. Ja jestem nauczycielka i też się naslucham. Że za pieniądze podatników żyje, że za taką pensje (1300 mam do ręki) siedzieć i nic nie robić to każdy by chciał, że mam wakacje (każdy ma urlop przecież) że nie mam prawa narzekać… Ze nie mogę być zmęczona bo mam przecież taka lekka pracę. Najgorsze, że z roku na rok jest gorzej. Rodzice dzieciaków też przyjmują takie stanowisko. Są roszczeniowi. Jakby moim psim obowiązkiem bylo wychowanie jego dziecka. Nie, szkoła ma uczyć, wychowuje rodzic. O każdą pierdole pretensje… Nawet do tego stopnia, że na przerwie jedne chłopiec nazwał drugiego grubym, i to też była moja wina, bo ich nie wychowuje… Dramat.

  13. Kamila

    23 października 2018 at 22:54

    Przykre. Pracując na pełny etat na oddziale Intensywnej Terapii oraz studiując na studiach II i I stopnia jednocześnie w tygodniu wracam do domu na 1-2 noce. Cały swój czas wolny koncentruje na rozwoju. Robię to dla swoich pacjentów, przyszłych i obecnych. Żebym zawsze wiedziała jakie czynności medyczne mogę podjąć aby umożliwić im powrót do zdrowia. Abym mogła mieć ogromną satysfakcje, gdy spotkam swoich pacjentów w sklepie lub parku. Pracuje z 20 młodymi osobami, które są niezwykle wykształcone, poświęcają swój bardzo ograniczony czas wolny na dokształcanie. Ponad połowa z nas pracuje na więcej niż jeden etat, aby móc sobie pozwolić na wyjazd na wakacje bądź zapewnić sobie przyszłość. Niestety sama coraz częściej zastanawiam się nad wyjazdem za granicę.

Leave a Reply

%d bloggers like this: